11.01.2018

„Rzeczywista” Saul Bellow


Ostatnio przyniosłam z biblioteki kilka książek wydanych w serii Kameleon, bo doszłam do wniosku, że zbyt rzadko po nie sięgam. Oto opinia o pierwszej z nich, czyli o „Rzeczywistej” Saula Bellowa.

Harry Trellman dzieciństwo spędził w sierocińcu, następnie przez wiele lat pracował w Azji, a wreszcie osiadł w Chicago. Nieprzypadkowo wybrał to miasto, tu bowiem mieszka Amy – jego pierwsza i jedyna miłość. Zakochał się jako nastolatek i od tamtej pory – a minęło czterdzieści lat – prowadzi z nią wyimaginowane rozmowy. Nazywa to „utrzymywaniem kontaktu psychicznego”. Z obawy przed odrzuceniem nigdy nie wyznał Amy swoich uczuć. Tymczasem ona weszła w związek z niedobrym człowiekiem. Mąż ją zdradzał, poniżał, a na koniec skompromitował, bo wynajął detektywów, którzy nagrali jej spotkanie z kochankiem. Taśmę z jękami i krzykami byłej żony dawał do odsłuchania każdemu, kto tylko miał na to chęć. Niedawno zmarł, ale nawet po śmierci nie przestał dokuczać biednej Amy. W jaki sposób? Otóż kiedyś wykupił na cmentarzu kwaterę obok grobu teściowej i tam właśnie go pochowano. W dniu, kiedy toczy się akcja książki, drań zostanie ekshumowany i przeniesiony. Harry Trellman weźmie udział w tej przykrej ceremonii. Czy wreszcie opowie ukochanej o swoim uczuciu?

03.01.2018

Paweł Pollak „Przeszczep”


Dwie mieszkanki Nowego Jorku potrzebują transplantacji nerki. Cenny czas ucieka, a dawcy jak nie było, tak nie ma. Kochający je mężczyźni wpadają w coraz większą desperację. Wstyd im, że czekają bezczynnie, ale nie są w stanie nic zrobić. Wreszcie jedna z pracownic szpitala proponuje pomoc. Ratując chore dziewczyny, naruszyliby prawo, lecz kto w obecnej sytuacji dbałby o taki „drobiazg”? Cała trójka przychodzi więc do baru, by omówić szczegóły – i od tego właśnie spotkania rozpoczyna się akcja kryminalno-sądowej minipowieści Pawła Pollaka pt. „Przeszczep”.

23.12.2017

Patricia Highsmith „Niedołęga”


Akcja „Niedołęgi” Patricii Highsmith toczy się kilkadziesiąt lat temu w stanie Nowy Jork. Głównym bohaterem jest trzydziestoletni prawnik Walter Stackhouse. To człowiek dobroduszny i towarzyski, lubiący spotkania ze znajomymi. Tymczasem jego żona Clara obraża gości i zniechęca do kolejnych wizyt. Co więcej, niesłusznie oskarża męża o zdradę. Walter czuje się coraz bardziej nieszczęśliwy, ma wrażenie, że traci wszystkich przyjaciół. W końcu zaczyna pragnąć śmierci Clary. Mniej więcej w tym okresie natrafia na artykuł o antykwariuszu Kimmlu, którego żonę zamordowano w przydrożnym lasku. Policja umorzyła śledztwo, uznając zbrodnię za dzieło szaleńca, jednak Walter w to nie wierzy; jego zdaniem winny jest wdowiec. Myśli o tym obsesyjnie, postanawia nawet poznać antykwariusza.

Co dalej? Tego chyba żaden czytelnik nie przewidzi. Highsmith wymyśliła sytuację straszną, a zarazem prawdopodobną. Klimat panujący w książce stanie się bardzo duszny i niepokojący. Tytułowy niedołęga przeżyje koszmar, będzie przypierany do muru przez bezwzględnego, sprytniejszego od siebie człowieka. Czy poradzi sobie z tak wielką presją? 

14.12.2017

„Jesień młodości” Miriam Akavia


Listopad roku 1942. Siedemnastoletni Jeszajahu przyjeżdża do Lwowa, gdzie istnieje szansa, że nikt nie rozpozna w nim Żyda. Rodzice, zamknięci w krakowskim getcie, wydali mnóstwo pieniędzy na kupienie mu fałszywych dokumentów. Za kilka dni przyślą tu czternastoletnią córkę Anię, a jeśli syn znajdzie pokój do wynajęcia i pracę – resztę rodzeństwa. To ich jedyna szansa na przetrwanie. Tymczasem Lwów wcale nie jest bezpieczniejszym miejscem niż Kraków. Chłopak, w którym pokładają tak wielkie nadzieje, nie potrafi pomóc rodzinie. Całymi dniami błąka się po obcym mieście, usiłując unikać esesmanów oraz Polaków i Ukraińców urządzających polowania na Żydów. Wstydzi się swojej bezradności, ogarnia go coraz większe poczucie beznadziejności i przerażenie. 

05.12.2017

„Przekwitający mak” Josef Gabriel


Josef i Manuel poznali się „w dyskotece dla ciot”[1] i szybko zostali parą. Po dwóch latach romansu u Manuela wystąpiły objawy AIDS. Próbował leczyć się w Niemczech, a potem wraz z kochankiem wyjechał do Meksyku, by ostatnie miesiące życia spędzić w rodzinnym domu (nie zdradzam tu akcji, od początku wiadomo, jaki będzie koniec). „Przekwitający mak” jest relacją z dziejów tej miłości, walki o odzyskanie zdrowia i wreszcie umierania. 

To także opowieść o odmienności kultur niemieckiej i meksykańskiej oraz o dyskryminacji homoseksualistów. Josef długo nie mówił rodzicom prawdy, przewidując, że nie pogodzą się z nią, a nawet jeśli pogodzą, zażądają od syna, by ukrywał swoje skłonności. Tymczasem on chciał jawnie opiekować się chorym przyjacielem. Dla odmiany krewni Manuela okazywali zakochanej parze wielką życzliwość, udzielili jej nawet ślubu. Oczywiście ślubu symbolicznego, bo oficjalny nie był możliwy. Okazywali życzliwość, ale drażnili schludnego Niemca niechlujstwem. Kobiety z tej rodziny nigdy nie sprzątały mieszkania, nie przeszkadzały im nawet leżące pod kuchennymi szafkami zdechłe myszy! 

26.11.2017

„Historia leśnych kochanków” Kazimierz Orłoś


Nie od razu polubiłam opowiadania Kazimierza Orłosia. Autor ten ma tendencję do tworzenia krótkich, niemal pozbawionych zaimków zdań oraz nadużywania równoważników zdań i myślników, przez co jego język wydawał mi się nieco toporny. Dopiero kiedy natrafiłam na „Drucianego lisa”, pomyślałam: „Jaki to poruszający, znakomity tekst!” – i od tej pory już nie miałam problemu z czytaniem Orłosia. Po przewróceniu ostatniej strony „Historii leśnych kochanków” zaliczyłam go do ulubionych pisarzy.

Czym mnie tak ujął? Doborem tematów, realizmem, wrażliwością, zwróceniem uwagi na krzywdę zwierząt, i to nie tylko psa i kota, ale też tych, którym mało kto współczuje: lisa, kuny, jenota, koników polnych, a nawet dżdżownicy. W opowiadaniu „Ból” pisze właśnie o wijącej się z bólu dżdżownicy, podpalanej przez rozbawione dziecko. Czasami bohater opowiadania ogranicza się do obserwacji, innym razem – tutaj jako przykład podam nauczyciela z „Drucianego lisa” – próbuje pomóc dręczonemu zwierzakowi, jednak naraża się tylko na niezrozumienie i szyderstwa. Mieszkańcy wsi nie są zdolni do litości, a ich okrucieństwo nie zna granic. 

25.11.2017

„Chimeryczny lokator” Roland Topor


Ogromnie lubię sięgać po książki takie jak „Dziecko Rosemary”, „W kleszczach lęku”, „Chimeryczny lokator”, czyli takie, których punktem wyjścia jest przeprowadzka bohatera do nowego domu lub mieszkania, gdzie dochodzi do tajemniczych wydarzeń. Główna postać jest zdezorientowana, przerażona, a my długo nie wiemy, czy naprawdę wszyscy sprzysięgli się przeciwko niej, czy też dziwne zjawiska są jedynie wytworem jej wyobraźni. Powieść o takiej konstrukcji oferuje czytelnikowi mnóstwo emocji, o ile oczywiście autor sprawnie operuje piórem i potrafi utworzyć klimat klaustrofobii.

19.11.2017

„Życie, motocykle i inne niemożliwe projekty” Katarina Bivald


Anette, bohaterka powieści Katariny Bivald pt. „Życie, motocykle i inne niemożliwe projekty”, przez dziewiętnaście lat samotnie wychowywała córkę. Teraz, kiedy Emma wyjeżdża na studia, nadopiekuńcza mama nie wie, czym zapełnić puste godziny. Posprzątać w szafie? A może raz jeszcze poodkurzać? Nie ma żadnych przyjaciół, jeśli nie liczyć tych z miejsca pracy, żadnych zainteresowań i marzeń. W końcu dochodzi do wniosku, że „Życie jest za krótkie, by być nudziarą”[1]. Postanawia częściej odwiedzać matkę mieszkającą w domu opieki, pomóc w przygotowaniach do Dnia Skogahammar, zapisać się na kurs jazdy motocyklem i znaleźć kochanka.

12.11.2017

„A jej oczy były niebieskie” Lisa Hågensen


Ostatnie trzy wieczory spędziłam z książką Lisy Hågensen „A jej oczy były niebieskie”. Jest to połączenie powieści obyczajowej z thrillerem, historia o czterdziestoletniej bibliotekarce Raili, która pod wpływem okoliczności stała się detektywem. Po rozstaniu z narzeczonym kobieta kupiła domek w odludnym zakątku Szwecji, sądząc, że będzie mogła spędzać tam spokojne urlopy. Szybko jednak zauważyła, że w tym pięknym miejscu dzieje się coś niesamowitego. W zachowaniu wielu sąsiadów widać agresję albo apatię. Staffan, który zabiega o jej względy, podobno maltretował swoją poprzednią żonę, jedna z matek w ogóle nie zajmuje się dziećmi, a Olofsson utrzymuje, że od lasu nadciąga coś złego. 

31.10.2017

„Na kogo kolej?” Luigi Pirandello


W dziewiętnastym wieku mieszkająca na Sycylii dziewczyna niewiele miała do powiedzenia: ojciec mógł ją wydać za kogoś, kto jest stary, brzydki i niemiły. Taką właśnie sytuację opisał noblista Luigi Pirandello w minipowieści „Na kogo kolej?”. Osiemnastoletnia, śliczna Stelinna musi poślubić wiekowego dona Diego, który pochował już cztery żony. Na nic jej bunt, płacz, odmawianie jedzenia i grożenie samobójstwem; ojciec jest nieugięty. Przy tym jego upór wynika nie z okrucieństwa, ale z przekonania, że dzięki temu mariażowi córka będzie wolna i szczęśliwa. Przecież starzec wkrótce umrze i zostawi jej cały majątek, a wtedy będzie mogła związać się z kimkolwiek. Choćby z zakochanym w niej biedakiem Pepèm.

Filomena, siostra Pepègo, również musi znosić wiele przykrości ze strony mężczyzn. Kiedy na przykład chce zobaczyć rannego brata, mąż zamyka ją w pokoju na klucz jak jakąś rzecz. Pogarsza tym jej stan zdrowia, ale uważa, że postępuje właściwie. Panowie z tej książki nigdy nie rozumieją potworności swojego zachowania, wierzą, że działają dla dobra tych według nich głupiutkich, niepotrafiących samodzielnie myśleć istot – kobiet. Jedyny przyzwoity przedstawiciel męskiego rodu, Pepè, ma słaby charakter i nikomu nie potrafi pomóc; nie radzi sobie nawet z własną matką, która żąda, by spał z nią w jednym pokoiku – a dom mają duży. Poza tym Pepè jest mało inteligentny i nie umie rozeznać się w zamiarach szwagra. 

29.10.2017

„Szara przędza” Melanii Burzyńskiej, czyli pamiętnik chłopki


Czytać bardzo lubiłam. Pożyczałam gdzie się dało i nocami, mocno skręcając lampę, by rodzice nie dojrzeli w izbie światła, czytałam długo, aż mnie czasem strach ogarniał – wtedy szłam spać. Mama niejednokrotnie pędziła mnie od książki:
– Czytaj, czytaj, będziesz gołym tyłkiem świecić![1].

A ja pasjami czytałam! Całą szkolną bibliotekę, a była dość duża, przeczytałam, niektóre pozycje nawet po kilka razy[2].

Jadwiga Burzyńska, chłopka, autorka wspomnień pt. „Szara przędza”, książki kochała równie mocno jak swoją rodzinną wieś Jaświły. Nawet kiedy dobiegała już trzydziestki i w zniszczonym gospodarstwie nie miał kto pracować, bo jej tata zmarł, a szwagier trafił do więzienia za działalność partyzancką, potrafiła odrzucić kandydata na męża tylko dlatego, że nigdy nie przeczytał żadnej powieści. Imponujące zachowanie! Lubiła też pisać; wydała kilka tomików wierszy i uchodzi za jedną z najważniejszych poetek ludowych regionu podlaskiego.

„Podróż schizofrenii” Gabriela Przystupa


Janek im dłużej myślał o Marynie, tym bardziej się uśmiechał sam do siebie. Takiego uczucia jeszcze nie znał, nie dała mu go żadna pani, przez żadną się jeszcze nie uśmiechał. (...) Wiedział też, że ślub łączy się z połączeniem rodzin, więc pomyślał, że trzeba zadzwonić do domu do matki i powiedzieć, że podoba mu się jedna dziewczyna nie na żarty”[1].  

To jest reprezentatywny cytat z „Podróży schizofrenii” Gabrieli Przystupy. Główna bohaterka ma na imię Maryna. Przed kilkoma laty zachorowała na schizofrenię, ale lekarstwa polepszyły jej stan na tyle, że mogła rozpocząć studia we Wrocławiu. Żyła w miarę szczęśliwie aż do czasu, kiedy poznała handlującego narkotykami Janka. Ten niegodziwy człowiek „okazał się bez sumienia, gdy tylko dowiedział się o Marynie. Szybko zobaczył w niej klientkę, a być może i kochankę”[2]. Chcąc zdobyć zaufanie dziewczyny, przez dwie godzinki czytał specjalistyczną literaturę, dzięki czemu stał się znawcą psychiatrii i mógł tak dobrze udawać wariata, że Maryna nie rozpoznała w nim symulanta. 

22.10.2017

„Ojciec. Opowiadania”. Autorzy: Wit Szostak, Jakub Małecki i inni


W zbiorku pt. „Ojciec” znajduje się dziewięć ciekawych opowiadań o ojcach i synach. Napisali je Wit Szostak, Jakub Małecki, Michał Witkowski, Łukasz Orbitowski, Ziemowit Szczerek, Jacek Dukaj, Wojciech Engelking, Michał Cichy i Andrzej Muszyński. Ojcowie z książki są najróżniejsi. Niektórzy umieją mądrze kochać swoje dziecko, inni wciąż robią błędy wychowawcze, jeszcze inni oddają się swoim pasjom i przez to są uciążliwi we współżyciu. Większość autorów zdecydowała się uczynić tatę kimś sławnym czy bogatym, mamy więc wybitnego himalaistę, szachistę, pisarza. 

Podobały mi się wszystkie opowiadania z wyjątkiem „Maczużnika” Andrzeja Muszyńskiego. Tematyka, owszem, jest ciekawa, bo ukazano tu ojca, który wyjechał za granicę i z prostaka o wsiowym wyglądzie zaczął zmieniać się w człowieka światowego, jednak autor ma problem z językiem. Zamiast napisać „własną przeszłość” albo „swoją przeszłość”, on pisze „swoją własną przeszłość” (s. 87), a zdania z błędnie zastosowanym imiesłowem, takie jak „Ojciec, stojąc w korytarzu, zatrzymał się” (s. 107), też nie dodają tekstowi urody. Dla mnie Muszyński to nie wybitny pisarz, tylko ktoś, kto musi się jeszcze dużo nauczyć.

O pozostałych opowiadaniach nie mogę powiedzieć złego słowa. Ujął mnie chociażby „Pat” Wojciecha Engelkinga. To wspomnienia Żyda, który miał właściwie dwóch ojców: rodzonego i przybranego. Ten pierwszy zachowywał się jak chory psychicznie, bo całymi dniami grał w szachy i nie chciał podjąć pracy, choć w domu brakowało pieniędzy, poza tym robił żonie i synowi idiotyczne dowcipy. Opisane wydarzenia toczą się na początku dwudziestego wieku oraz w roku wybuchu drugiej wojny światowej. Przez opowiadanie przewija się motyw szachów, a tytułowy pat dotyczy nie tylko gry.