23.04.2018

Gert Hofmann „Na wieży”


Niemieckie małżeństwo z „Na wieży” Gerta Hofmanna podczas zwiedzania Sycylii przypadkowo trafia do Dikaiarchaeii. Turyści rzadko tu przyjeżdżają, bo w miasteczku nie ma ani dostępu do morza, ani żadnych zabytków. Na domiar złego wszystko jest zdewastowane i przerażająco brudne. Młodzi Niemcy już po kilku minutach czują obrzydzenie, ale nie mogą uciec, bo ich samochód z popsutym sprzęgłem stoi w miejscowym warsztacie. Wynajmują więc pokój w hotelu, lecz cóż to jest za pokój! Ciasny, duszny, bez łazienki, z łóżkiem, po którym łażą insekty. 

Jakby tych nieszczęść było mało, małżonków nagabuje plujący śliną i ociekający potem Włoch. Mówi on biegle po niemiecku, przedstawia się jako kustosz i zmusza ich do zwiedzania okolicy. Wloką się więc w obezwładniającym upale i oglądają wątpliwe atrakcje, takie jak rynek, cuchnąca wieża i nieczynny już dom podrzutków. W murze otaczającym ten dom widnieje otwór przeznaczony do zostawiania niechcianych noworodków. Niejedna matka wykorzystywała Okno Życia do pozbycia się starszego dziecka. A ponieważ kilkulatki broniły się i nie mieściły w malutkiej dziurze, nierzadko lądowały po drugiej stronie z pokaleczoną głową i połamanymi kończynami. 

11.04.2018

Janusz Anderman „To wszystko”


Bohaterem powieści Janusza Andermana pt. „To wszystko” jest około pięćdziesięcioletni pisarz Marek Torm, za czasów PRL-u sławny i płodny, obecnie zapomniany i dotknięty niemocą twórczą. Nie umie pogodzić się z utratą weny i czytelników. Obsesyjnie rozmyśla, w jaki sposób skłonić wydawców do wznowienia jego książek. Wreszcie wpada na pomysł, by przy włączonej kamerze strzelić sobie w głowę. Wierzy, że kiedy szokujące nagranie trafi do internetu, ludzie obejrzą je ze wzruszeniem, po czym zaczną kupować książki samobójcy. Obmyśliwszy wszystkie szczegóły, zamyka się w mieszkaniu na krakowskiej wieży, by przez trzy doby pić alkohol, wspominać przeszłość i marzyć o pośmiertnym rozgłosie, a potem zrobić to, co zaplanował.

Bohater może budzić mieszane uczucia. Przede wszystkim jest bardzo zimny, wyrachowany, oportunistyczny (za komuny dbał, by nie narazić się władzom), bez końca kalkuluje i robi rzeczy, na które normalny człowiek by się nie zdobył. Nie interesuje go polityka ani naprawianie świata, nie pragnie mieć przyjaciół czy dzieci. Pisanie i wydawanie to dla niego jedyny sens życia. Tak mocno kocha swoją twórczość, że gotów jest umrzeć, by ocalić ją od zapomnienia. 

Kilka fragmentów z „To wszystko” Janusza Andermana


O UPOKORZENIU PISARZA:

„Pierwsze w moim życiu pisarskim upokorzenie przeżyłem, gdy zobaczyłem swoją powieść na wyprzedaży w Hali Koszykowej. W plastikowych pojemnikach upchnięto bez żadnej selekcji setki tytułów. Jedyną różnicę stanowiły ceny, wypisane na tekturkach. Siebie zauważyłem w skrzynce opatrzonej najniższą ceną”. (s. 9)

O TARGACH KSIĄŻKI:

„Z masochistyczną satysfakcją patrzyłem na niezliczone stoiska wydawców, na tysiące wystawionych tomów, na tłumu, stłoczone przy prowizorycznych ladach; z daleka przyglądałem się ukradkiem autorom, usadowionym przy stolikach i rozdającym autografy. Przyjemność sprawiali mi jedynie ci, do których nie ustawiały się żadne kolejki; na taką okoliczność każdy miał opracowaną jakąś taktykę. Jedni udawali obojętność, inni wyraźnie się denerwowali i z pogardą spoglądali na omijających ich czytelników”. (s. 31)

30.03.2018

„Dawca” Ken McClure


„Dawca” Kena McClure'a jest thrillerem medycznym opowiadającym o dziwnych wydarzeniach rozgrywających się w Medic Ecosse w Glasgow. Ten prywatny szpital przyjmuje pacjentów bardzo bogatych, gotowych dużo zapłacić w zamian za wysoki poziom usług medycznych oraz dyskrecję. Niekiedy trafiają tu też ubogie dzieci, potrzebujące transplantacji nerki. Podczas gdy lekarze z państwowego szpitala nie umieją im pomóc, bo na dawcę trzeba czekać latami, w Medic Ecosse przeszczep wykonuje się natychmiast. Wniebowzięci rodzice, chcąc wierzyć w ludzką dobroć i hojność, nie dociekają, dlaczego właściwie ich dzieciom ufundowano tak kosztowne operacje i skąd pochodzą organy. Jednak euforia szybko zmienia się w rozpacz, bowiem wkrótce po tych rzekomo udanych transplantacjach maluchy umierają. Dlaczego?! Kiedy dwie pielęgniarki składają oświadczenie, że pacjentom przeszczepiono niewłaściwe narządy, Szkocki Inspektorat Naukowo-Medyczny postanawia dokładnie przyjrzeć się tej sprawie i wysyła do Glasgow swojego detektywa Stevena Dunbara.

21.03.2018

„Ucieczka z Auschwitz” Andriej Pogożew, czyli jak Niemcy traktowali radzieckich jeńców


„Ucieczka z Auschwitz” Andriewa Pogożewa różni się od większości obozowych wspomnień, bo przedstawia rzeczywistość z punktu widzenia jeńca radzieckiego. Krasnoarmieńcy traktowani byli przez Niemców z ogromnym okrucieństwem, a jeśli zdołali doczekać wyzwolenia czy, jak autor tej książki, zbiec z niewoli, ich męczarnia nie kończyła się – byli prześladowani, nierzadko zsyłani do łagrów czy nawet mordowani przez NKWD. Stalin oświadczył przecież: „Nie ma sowieckich jeńców wojennych, są tylko zdrajcy”. 

Pamiętnik rozpoczyna się opisem procesu odbywającego się w roku 1965 we Frankfurcie nad Menem, potem następują retrospekcje z lat wojny, a w zakończeniu autor znowu wraca pamięcią do procesu i dzieli się wrażeniami z odwiedzin Muzeum Auschwitz. W jednym z rozdziałów wspomina okoliczności dostania się do niewoli, w innym – pobyt w obozie jenieckim w Żaganiu, w kolejnych – codzienność w Birkenau. Dużo miejsca poświęca opisom przemocy. Opowiada na przykład, jak obozowy sadysta bił radzieckich jeńców bykowcem, starając się trafić w najbardziej wrażliwe miejsca męskich ciał. Sam Pogożew doświadczył mnóstwa bólu: postrzelono go w rękę, pobito pałką, dla żartu podpalono mu skórę. 

13.03.2018

Panowie, drżyjcie, czyli „Modliszki” Joyce Carol Oates


Co wiemy o modliszkach? Zapewne to, że samiczki są sprytniejsze i agresywniejsze od samców i często ich zabijają. Zbiorek opowiadań Joyce Carol Oates nieprzypadkowo wziął tytuł od nazwy tych owadów. Bohaterki to dziewczynki oraz kobiety, które stanowią śmiertelne zagrożenie dla płci przeciwnej. Powody ich zachowania są różne – strach, frustracja, namiętność. Oto kilka słów o najciekawszych opowiadaniach.

Lala – romans znad Missisipi. Nie wiadomo, ile lat ma tytułowa Lala. Pan Early  twierdzi, że jedenaście, ale mówi tak już od bardzo dawna i podaje córce środki opóźniające proces dojrzewania. W każdym razie dziewczynka nie ma jeszcze piersi, nie miesiączkuje i wygląda jak słodkie, niewinne dziecko. Tato wozi ją po Ameryce i zmusza do odwiedzania różnych panów, z którymi nawiązuje kontakty przez internet. Pedofile ślinią się na jej widok, drżą, chcą, by zdejmowała ubranie. Z czasem dziewczynka zaczyna się buntować i czekającemu w samochodzie ojcu oprócz pieniędzy przynosi coś jeszcze – pewne makabryczne trofea...

08.03.2018

„Piosenka koguta” Krystyna Siesicka


Akcja „Piosenki koguta” Krystyny Siesickiej toczy się w ciągu jednego letniego przedpołudnia, kiedy to trzydziestopięcioletnia Muszka, oczekując na wieczorne przyjęcie z okazji siedemdziesiątych urodzin ciotki Felicji, nakręca włosy na papiloty sporządzone ze starych notatek kuzynki Danieli. Te zapiski działają na nią tak, jak magdalenki na bohatera „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Muszka wraca pamięcią do wydarzeń sprzed lat i tylko jednej rzeczy przypomnieć sobie nie może: kim był Ludwik? A przecież musiał wiele dla niej znaczyć, skoro Daniela napisała w notatniku: „Muszka jest grubą, głupią idiotką. Kocha się w Ludwiku. Nie wie, że całowałam się z nim wczoraj wieczorem pod wierzbą nad jeziorem”[1]. Ciotka, sąsiadki oraz Anatol, zapytani o Ludwika, wykręcają się od odpowiedzi, tak jakby chcieli ukryć coś wstydliwego.

Bohaterkę poznajemy, kiedy nakłada na włosy papiloty, i w  papilotach ją zostawiamy, bo Siesicka urywa akcję jeszcze przed imprezą urodzinową. Ale wiadomo, że przybędzie ktoś, kto nie został zaproszony i kogo nikt się nie spodziewa, czyli ojciec Muszki. Przed laty porzucił on żonę i wyjechał do Francji. Dorosła córka nie chowa do niego urazy, wprost przeciwnie, docenia, że z wiekiem zmądrzał i stara się być dobrym dziadkiem dla Soni. 

06.03.2018

Christoph Hein „Obcy przyjaciel”


Nie interesują mnie niepokoje i losy innych ludzi. Mam zbyt wiele zajęcia ze sobą, ze swoją pracą. Mogę zapisywać tabletki i dawać zastrzyki, reszta to już nie sprawa medycyny. Nie jestem spowiednikiem, nie aplikuję pociechy. Dodawanie komuś otuchy uważam za głupie i nieszczere”*.

Poglądy Klaudii, bohaterki „Obcego przyjaciela” Christopha Heina, mogą szokować. Ta czterdziestoletnia lekarka uważa, że zwierzanie się komuś ze swoich zmartwień jest równoznaczne z traktowaniem tego kogoś jak wiadra na śmieci. Nie chce być ani wypytywana o prywatne sprawy, ani wtajemniczana w niczyje problemy. Z takim nastawieniem trudno o przyjaciół, prawda? Cieplejszymi uczuciami obdarza jedynie Henry'ego – starszego pana z sąsiedztwa, który również nie lubi zwierzeń i wścibstwa. Spędzają ze sobą noce, odbywają wycieczki za miasto. Pomiędzy nimi rodzi się dziwna przyjaźń – choć może „przyjaźń” to za duże słowo. Bo kiedy Henry niespodziewanie umiera, Klaudia nie żegna go ani jedną łzą. Nie wie nawet, czy warto iść na pogrzeb...

22.02.2018

„Zamordować dziecko”. Za co Violetta Domagała dziękuje redaktorowi? Za przepuszczenie mnóstwa błędów?!


„Zamordować dziecko” Violetty Domagały jest powieścią o dwóch dzieciobójczyniach, Giseli i Elżbiecie. Pierwsza przebywa w Auschwitz i zabija maleństwo w przekonaniu, że w ten sposób oszczędzi mu wielu cierpień. Potem ogromnie rozpacza. Druga, żyjąca w szesnastym wieku, ani przez chwilę nie żałuje swojego czynu i nawet po wielu dniach od śmierci dziecka nazywa je w myślach „szatańskim ścierwem” i „padliną”. Giseli można współczuć, Elżbieta budzi wyłącznie wstręt. Obie zostają ukarane, z tym że druga matka mocniej: pracownicy sądu poddają ją torturom. Autorka chyba lubuje się w opisywaniu przemocy, bo te tortury przedstawiła z zadziwiającą drobiazgowością. Do tego dodała szczegółowe opisy bicia i kopania umierającej położnicy, mordowania noworodków, a nawet odgryzania kawałka piersi bezbronnej kobiecie.

Str. 12. W „Zamordować dziecko” jest co niemiara błędów. Jak widać, są nawet ortograficzne.

Nie będę się rozwodzić nad postaciami i przesłaniem powieści, ponieważ została ona wydana wyjątkowo niechlujnie, bez minimalnego choćby szacunku do czytelnika. Co chwilę zauważałam najróżniejsze błędy: gramatyczne, stylistyczne, logiczne, leksykalne, interpunkcyjne, a nawet ortograficzne. Czytając, sądziłam, że tego koszmarnego tekstu nie widział żaden redaktor, jednak kiedy dobrnęłam do ostatniej strony, dowiedziałam się, że redaktor jednak był – i, o dziwo, otrzymał od autorki gorącą pochwałę:

Chciałabym również podziękować mojemu redaktorowi, Panu Pawłowi Pomiankowi, za jego niezaprzeczalny wkład w należyte wykończenie tej książki i wskazanie mi wielu trafnych rozwiązań, które okazały się konieczne i możliwie najbardziej wartościowe” (s. 431).

Str. 103. I co, nie wylało się piwo z położonego kubka? :-)

13.02.2018

„Lusia” Zdzisława Domolewskiego, czyli ciekawa, niesłusznie zapomniana powieść grozy


Szkoda, że nawet miłośnicy literatury z dreszczykiem nie czytają „Lusi” Zdzisława Domolewskiego – bo z braku ocen na Biblionetce i LC wnoszę, że nie czytają. A jest to nie tylko arcyciekawa historia o spotkaniu człowieka ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, ale też mądra powieść psychologiczna o cierpieniu dzieci, których matka zniknęła bez śladu, i wspaniała podróż do czasów schyłku PRL-u. Autor umiejętnie wprowadza elementy typowe dla powieści grozy – jest tu i zamaskowane podziemne przejście, i zrujnowany dom, w którym słychać dziwne odgłosy, i trójkątny pokój przesiąknięty trupim odorem. Akcja toczy się niespiesznie, ale klimat niepokoju wciąż narasta. 

02.02.2018

Pan od wuefu i majtki uczennicy


„Jako jedyna spośród nas Lucie nie miała stroju gimnastycznego. Ćwiczyła w swoich różowych majtkach. Wisiała kiedyś na drążku i jakaś dziewczynka ściągnęła jej szybkim ruchem te różowe majtki. Lucie spadła ze strachu i wstydu na matę. Bardzo nas to ubawiło, również nauczyciel gimnastyki się śmiał. Wydawało nam się zabawne, kiedy próbowała dosięgnąć majtek, które leżały tylko kilka kroków od maty. Nie chciała wstać, aby się całkiem nie odsłonić, więc przyciskając jedną ręką ściśnięte uda, próbowała złowić różowe majtki. Nikt z nas jej nie pomógł. Wreszcie pan Ebert, nasz nauczyciel gimnastyki, podszedł i podniósł majtki dwoma palcami. Trzymał je nad głową Lucie. Próbowała ich dosięgnąć, co jednak bez podniesienia się nie było możliwe”*.

Reakcja dzieci nawet mnie nie dziwi, ale żeby nauczyciel tak się zachowywał? Straszne.

---
* Christoph Hein, „Obcy przyjaciel”, przeł. Barbara Tarnas, PIW 1985  s. 87-88.

26.01.2018

Bea Uusma „Ekspedycja. Historia mojej miłości”


W roku 1897 trzej panowie – Salomon Andrée, Knut Frænkel i Nils Strindberg – postanowili dolecieć balonem na biegun północny, spuścić pływak z informacją „Byliśmy pierwsi!”, po czym, bez lądowania, wrócić do cywilizacji. Przekonani o genialności swojego pomysłu, nie wykonali nawet lotu próbnego ani nie zdobyli wiedzy o sposobach przetrwania w warunkach polarnych. Balon wystartował, a nasi podróżnicy... szybko stracili nad nim kontrolę. Znaleźli się na dryfującym lodzie, a po wielu dniach niesamowicie trudnej wędrówki dotarli na Wyspę Białą – najbardziej niedostępną z wysp Morza Lodowatego. Teoretycznie powinni tam przezimować, bo mieli wystarczające zapasy żywności i ciepłych ubrań, jednak po kilku dniach wszyscy trzej zmarli. Dlaczego? Na to pytanie do dziś nikt nie zna odpowiedzi.

18.01.2018

Iris Murdoch „Zacny uczeń”


„Zacnego ucznia” po raz pierwszy przeczytałam osiem lat temu. Niedawno go sobie powtórzyłam i nie oceniam już tak źle jak przedtem. Nadal drażnią mnie sztuczne, jakby teatralne dialogi, ale dostrzegam też zalety. Największa z nich polega na tym, że Iris Murdoch bardzo zgrabnie nawiązuje do powieści gotyckich. Część akcji toczy się w ogromnym domostwie, jakby żywcem przeniesionym z osiemnastego wieku. Nie wolno tu używać elektryczności, a nocą słychać podejrzane kroki i jęki. Mieszkanki niemal w ogóle nie kontaktują się ze światem zewnętrznym i wszystko robią same: produkują żywność, tkają ubrania. Dom ten od posesji sąsiadów oddzielają trudne do przebycia mokradła. Jest tu i wieża, i osoba uwięziona, i wybawca, a nad wszystkim unosi się aura tajemnicy i grozy.

Zainteresował mnie Edward. Ten dwudziestoletni student ma krew na rękach. Dla żartu podał swojemu przyjacielowi Markowi narkotyk w jedzeniu, po czym poszedł do koleżanki, by zaspokoić potrzeby erotyczne. Kiedy wrócił do domu, zobaczył, że okno jest otwarte, a Marek leży martwy na bruku. Skłonny do samooskarżeń Edward uznał się za mordercę. Wpadł w depresję, całymi dniami płakał i rozważał, jak żyć, kiedy popełniło się wielką niegodziwość i unieszczęśliwiło kilkoro ludzi. Opisy jego cierpień psychicznych zajmują wiele stron.